Wolność – Wróg Publiczny nr 1

Ostatnie wybory w Polsce, ale i te w innych państwach europejskich oraz w Stanach Zjednoczonych, pokazują, że ludzie nie potrzebują czegoś tak ulotnego, nieprzekładalnego bezpośrednio na srylion+ jak „wolność”.

Freedom - wolność

Ostatnie wybory w Polsce, ale i te w innych państwach europejskich oraz w Stanach Zjednoczonych, pokazują, że ludzie nie potrzebują czegoś tak ulotnego, nieprzekładalnego bezpośrednio na srylion+ jak „wolność”.

Wbrew temu co sądzi wiele osób „wolność” to nie dar. „Wolność” to przekleństwo i katorga, bo zmusza człowieka do myślenia, troszczenia się o siebie i najbliższych bez możliwości liczenia na innych. To ponoszenie odpowiedzialności za podejmowane decyzje, to – wreszcie – branie na klatę skutków tychże decyzji. To niekończący się marsz ku piekłu.

„Wolność” to funkcjonowanie w potwornym i nielitościwym reżimie niezmiennego, obiektywnego i okrutnego Prawa. Wymaga mocnego zaangażowania ośrodkowego układu nerwowego, szczególnie tych jego części, które znajdują się pod okrywą kości czaszki (dla czytelników, którzy niezbyt załapali – trzeba, qrva, myśleć).

Ludzie nie chcą „wolności”. Ludzie nie potrzebują „wolności”. Ludzie nienawidzą „wolności”. Ale czego od nich wymagać, skoro najważniejsze jest nażreć się, nachlać się i coś/ kogoś wypieprzyć? 

Trójpodział władz? A co to, qrva, jest? Niezależność władzy sądowniczej? Co – te kurwy z immunitetami mają być uprzywilejowane? Wolność słowa? Owszem, tak, ale niech nie szkalują Polski, bo wtedy… (co to jest „szkalowanie” wyjaśni wybitny ekspert z Żoliborza) i jeszcze sto tysięcy innych przykładów.

Kiedyś (dawno temu) mówiło się: oszczędnością i pracą ludzie się bogacą. I co? I chooy złamany, bo dziś ludziom wkłada się do głów, że PKB Polski rośnie dzięki konsumpcji napędzanej złodziejskimi programami socjalnymi.

To teraz małe info o tworzeniu wartości PKB:

Wyobraźcie sobie, że milion polskich obywateli będzie przez pół roku kopać rów przygraniczny. A potem – też przez pół roku – będzie ten rów zasypywać. Kasa pójdzie z budżetu państwa (no, bo skąd kasa na taki idiotyzm?). A jaki będzie efekt we wskaźnikach PKB? Wpłynie „ta inwestycja” pozytywnie i zasadniczo dodatnio. 

Pytanie: wskaźniki PKB wzrosły? Odpowiedź – oczywiście! Coś dobrego zostało wytworzone? Oczywiście nie!

I tak jest z wpływem sryliona+ na wzrost PKB.

Problem w tym, że PKB nie jest wartością bezwzględną. Jest koniunkturalnym, uznaniowym grepsem, który coś tam uzasadnia, coś tam pokazuje, coś tam tłumaczy, coś tam wskazuje.

Ale niewiele mówi obiektywnie.

Wracając do naszego przykładu, wracając do Polski:

Oszczędności nie ma. A jak nie ma oszczędności, to nie ma z czego inwestować, bo kasa na inwestycje została przeżarta. A jak nie ma z czego inwestować, to nie ma rozwoju, choćby bezdzietny kawaler bez doświadczenia „tradycyjnego związku kobiety i mężczyzny”, kieszonkowy Adolf, pierdolił swoje kocopoły i zaklinał rzeczywistość.

Problem w tym, że dla znaczącej liczby ludzi „wolność” i „swoboda” (a czasem i „anarchia”) to synonimy. 

Otóż jest różnica między „swobodą” wyboru smartfona, jeansów, telewizora, czy makaronu a „wolnością” od ucisku, „wolnością” od wpływu innych na nasze życie, „wolnością” od ingerencji tzw. „państwa” w nasze życie

Moje życie.

Jakiś czas temu popełniłem taki tekst (uprzedzam – długi, więc niewprawny czytelnik, który ogranicza się do lektury rozkładu jazdy lokalnego autobusu, niech sobie daruje):

https://siegersraum.wixsite.com/siegerswelt/single-post/2018/09/23/Wolność-kocham-i-rozumiem

13 października 1407 roku król Francji Filip Piękny zaatakował Zakon Templariuszy. Był piątek. I stąd piątek 13-tego to dzień pechowy.

Dla Polski pechową – i to bardzo – może być niedziela 13-tego. Bo, jeśli policzymy głosy oddane na poszczególne komitety, to okaże się, że narodowi socjaliści (PiS), słabo narodowi, ale koniunkturalni socjaliści (KO-PO), nienarodowi socjaliści (Lewica) i umiarkowani w oczekiwaniach na stołki zwolennicy dogadywania się ze wszystkimi, ale na gruncie narodowym i agrarno-socjalistycznym (PSL) zdobyli ponad 90% głosów. 

Czyli różnej maści socjalizm w natarciu – Adolf o takim wyniku mógłby pomarzyć a gdyby się dowiedział, że został osiągnięty w Polsce…

Tu miejsce na krótką uwagę. A nawet dwie:

– znam wiele osób, które głosowały na Koalicję, albo PSL, nie dlatego, że im się ich program podoba, ale dlatego, że – choć są wolnościowcami i zwolennikami czystego kapitalizmu – „Konfederacja” ma w swych szeregach pojebanych nazioli i jest mocno prorosyjska. Głosowali przeciw pisdeuszom. Z bólem serca głosowali w taki właśnie sposób; sam – jako konserwatywny libertarianin, który uważa, że Rosja jest, była i jeszcze długo będzie zagrożeniem dla cywilizowanego świata – z bólem serca oddałem głos na kandydata „Konfederacji”;

– gdyby wybory do Sejmu były, tak jak wybory do Senatu, większościowe, wtedy hasło: „głosuję na człowieka a nie partię” coś by wreszcie znaczyło i trochę inaczej rozkładałyby się głosy.

Ale to pieśń przyszłości.

Wracamy do polskich małp, polskiego cyrku, którym obraca światowa koniunktura. A ta obraca się w bardzo niebezpiecznym kierunku. I niestety – przede wszystkim dla mnie, bo resztę mam w dupie – za chwilę okaże się, że nie pomoże ryczenie „Polacy, nic się nie stało”, gdy do drzwi zapuka powtórka z niegospodarki PRL-u, czy koszmar Wenezueli i Zimbabwe (dla niedorozwojów: gospodarka się posypie, choć lepiej powiedzieć, że pierdolnie i przywali gruzami). 

Żeby nie być gołosłownym:

Jeszcze zanim pojeby ogłosiły, że pensja minimalna będzie wynosić 4.000 złociszy (a do tego należy doliczyć inne świadczenia odprowadzane przez pracodawcę), to szacunki dla wysokości przeciętnej emerytury w roku 2040 mówiły o 30% (wersja optymistyczna), albo 20 % (wersja ostrożnościowa) średniej krajowej. Czyli na dziś jakieś 1.200 złociszy w dzisiejszych pieniądzach. Po uwzględnieniu zapowiedzi ustawowego podniesienia pensji minimalnej oraz po uwzględnieniu inflacji będzie to jakieś 500, może 600 dzisiejszych złociszy.

Extra na maksa!

A teraz mała dygresja:

Jeszcze w 2015 roku w Polsce mieliśmy deflację i na papierach państwowych (obligacje) można było zarabiać. Dziś mamy inflację i zakup papierów państwowych (obligacji) to gwarantowana strata.

Sprawdźcie, jeśli nie wierzycie.

Się napisałem.

Głąby zagłosowały na „Wielką Polskę Katolicką”, więc mam przejebane.

I CHÓJ WAM WSZYSTKI W DUPĘ.  

OSTRZEGAŁEM.

Pocierpicie wkrótce, ale do mnie nie miejcie pretensji, bo sami sobie zgotowaliście ten los, barany.

Tekst powstał 14 października 2019

Leave a Reply