Jako lekarz zastanawiam się, dlaczego uważamy, że człowiek w miarę rozwoju wiedzy ogólnej, staje się bardziej racjonalny.
Każdy z nas posiada własną indywidualną religię, pewien zbiór pewników, które przyjmujemy na wiarę i nie wymagamy ich udowodnienia. Posiadamy go, niezależnie od tego czy jesteśmy religijni czy nie, ani od tego, czy uważamy się za katolików, muzułmanów czy ateistów. Co więcej, nasza religia indywidualna nie podlega dyskusji. Np. kanonem religii feministek jest wiara w męską opresję i jakakolwiek racjonalna dyskusja zawsze wróci do faktu, że i tak nasza oponentka nie jest prezydentem Zjednoczonej Europy ze względu na męski ucisk.
Taki zespół wiary jest niezwykle niebezpieczny, gdy wchodzimy w medycynę. Z jeden strony wiara w leczącą moc lekarza, z drugiej niewiara w możliwą terapię często bywają czynnikiem decydującym o efektywności leczenia. W warunkach Polski jednym z powszechnym mitów jest wiara w leczącą moc krwioupustów. Oczywiście nie nazywamy ich tak, bo to niemodne. Dużo lepiej brzmi, gdy mówimy, że chcemy zrobić badania laboratoryjne.
Oczywiście, same badania laboratoryjne potrafią być użyteczne, ale ich wartość sprawdza się jedynie w sytuacji, gdy mają potwierdzić lub wykluczyć przyczynę dolegliwości pacjenta lub nieprawidłowości w badaniu fizykalnym. Jedynym narządem, którego choroba długo nie daje dolegliwości, jest wątroba.
Badania robione na oślep, nie dają żadnego użytecznego efektu, poza wartością krwioupustu.
Naszą racjonalność podważa także dość powszechne używanie amuletów i talizmanów oraz korzystanie z wróżb i wróżek. Co ciekawe, im bardziej wyzwolona jest społeczność, tym bardziej ta profesja jest rozchwytywana.
Taką wiarę w siłę amuletów wykazuje ostatnio nasz ukochany rząd. Niedawno wicepremier Sasin z dumą obwieścił, że rząd kupił 500 000 szczepionek przeciwko grypie i umieścił w państwowych rezerwach. Szczepionki są rzeczywiście skuteczne w zapobieganiu chorobom zakaźnym, ale w jaki sposób mają to zrobić szczepionki ułożone na półkach? Taka decyzja wpisuje się w serię szeregu irracjonalnych decyzji polskiej egzekutywy w zakresie zwalczania chorób zakaźnych. Z jednej strony wszem i wobec mówi się o konieczności szczepienia przeciwko grypie, z drugiej strony chowa dostępne szczepionki w magazynie. Czyżby ilość 500 000 czyniła je amuletem, albo nawet talizmanem, który cudownie przepędzi grypę?
Ja mam niestety wrażanie, że mamy tu kolejny przykład indolencji urzędników. Niemal na głos chce się krzyczeć bajkę Ignacego biskupa Krasickiego „chłopcy i żaby”;
„chłopcy, przestańcie, bo się źle bawicie!
dla was to jest igraszką, nam idzie o życie”

Leave a Reply