Humorystyczne historyjki z czasów komuny zaczerpnięte i refleksja z poważniejszą już miną. Choć nie żyłem w czasach PRL, to wyobrażam je sobie – jak sądzę – całkiem nieźle. w wiekach poprzednich też nie żyłem, a tęsknię za nimi, przecież…

Pierwsza z nich mówi o tym jak komusze władze wybrały się na polowanie. Wówczas to, jeszcze przed ich przybyciem, stary przedwojenny leśniczy pyta kto będzie na polowaniu.
„Wszyscy — słyszy w odpowiedzi — Gierek, Moczar, Babiuch, Kąkol, Pyka, Kruczek…
— Przecież nie pytam o nagonkę — mówi leśniczy przerywając — kto będzie z państwa”?
Druga, równie zabawna historia, dotyczy spotkania marszałka Sejmu PRL, Stanisława Gucwy z reżyserem Konradem Swinarskim h. Poraj.
„Panie reżyserze obaj jesteśmy ze wsi — powiada marszałek Gucwa.
— Ma pan rację, panie marszałku, ale ja z własnej — odpowiada mu Swinarski”.
tańce
Ostatnia z anegdot miała wydarzyć się pewnej polskiej hrabinie, którą UB przesłuchiwało w sprawie operetki „cisi i gęgacze”. Za jej śpiewanie na prywatnych spotkaniach Janusz Szpotański został skazany na trzy lata za rozpowszechnianie fałszywych informacji na temat ustroju PRL.
Na pytanie ubeka czy hrabina słyszała o czym śpiewał Szpotański odpowiedziała: „Coś tam śpiewał, ale ja nie zwracałam uwagi, bo to nie było nic o ludziach z towarzystwa”.
Po co właściwie przytaczam te anegdoty?
Otóż, wzięła mnie – i puścić nie chce – przykra refleksja, że coś nie tyle pękło, co potłukło się i rozbiło na wiele drobnych kawałków, których niepodobna posklejać.
dworek szlachecki
dworek szlachecki
Nawet w czasach PRL tkwiła w ludziach tęsknota za salonem, dobrym towarzystwem, obcowaniem w kręgu prawdziwych elit. Tęskniono za tradycją i kultura szlachecką.
Chamstwo, owszem, miało chwilowe szczęście, ale nikt tego chamstwa poważnie traktować nie mógł. Słuchano, bano się władzy chamów, ajuści, ale nie szanowano.
Szanowano natomiast – choćby po kryjomu – to co dawne, elitarne, dystyngowane.
Dziś rozglądam się wokół i widzę to samo chamstwo w zabłoconych butach wchodzące na salony, siorbiące zupę ze starych talerzy i udające państwo.
Widzę takie samo chamstwo pałętające się w kradzionych pałacach, jakgdyby byli u siebie.
Jest jedna, drobna różnica…
Ludzie uznali to chamstwo za wyczekiwaną elitę… elitę z ludu i dla ludu.
Zauważam jak potomkowie szlacheckich rodów nie chcą się przyznawać do swojego urodzenia – a przecież komuny już nie ma, podobno!
Nie grożą za to żadne represje. Drugi raz z rodzinnego majątku nie wywłaszczą.
Szlachta, arystokracja, te pojęcia dziś mają wydźwięk pejoratywny.
Wielokrotnie widziałem jak podczas rozmów o dawnej historii Polski potomkowie drobnej i średniej szlachty przyznając się w kameralnym towarzystwie do swojego pochodzenia obserwują reakcje obecnych.
Dopiero kiedy widzą, że nie są jedynymi w gronie lub że nikt nie widzi w tym nic złego, otwierają się i z dumą opowiadają o korzeniach.
Przecież to jest nasza historia! To Polska szlachta – drobna, średnia, magnateria – tworzyła nasz kraj.
Powinnismy być dumni z naszych przodków, z naszych rodzin, z naszej historii!
Powinniśmy walczyć o odbudowę warstwy szlacheckiej.
Powinniśmy stawiać nowe i remontować stare, polskie dwory i dworki oraz pałace i pałacyki. Przecież to tam, na tamtejszych salonach, w tamtejszych ogrodach, na gankach i tarasach toczyło się życie kulturalne, polityczne i artystyczne.
Wróćmy do tego!

Leave a Reply