To idzie młodość, młodość, młodość…

Chyba tylko najbardziej światli obywatele Najjaśniejszej i Odrodzonej, którzy od niedawna mają prawo wybierania swoich przedstawicieli w wyborach, kojarzą słowa tytułu. A ponieważ jest ich raczej mniejszość, niż większość, to uprzejmie donoszę i informuję, że są to słowa pewnej piosenki, która powstała w czasach stalinowskich mroków, czyli ponad siedemdziesiąt lat temu.

całujący się Leonid Breżniew i Erich Honecker

Chyba tylko najbardziej światli obywatele Najjaśniejszej i Odrodzonej, którzy od niedawna mają prawo wybierania swoich przedstawicieli w wyborach, kojarzą słowa tytułu. A ponieważ jest ich raczej mniejszość, niż większość, to uprzejmie donoszę i informuję, że są to słowa pewnej piosenki, która powstała w czasach stalinowskich mroków, czyli ponad siedemdziesiąt lat temu.

A zaczyna się owa pieść tak:

Co tak dudni, co tak grzmi?

Niebo huczy, ziemia drży.

Czy wichura groźna dmie?

Czy to burza idzie? Nie!

To idzie młodość, młodość, młodość

I dalej w ten deseń.

Zasadniczo chodziło o to, że nowa Polska, socjalistyczna, to młodość a to co było, to starość. I że socjalizm jest nice und cool a przeszłość jest passe, bo to rupieć.

Mamy XXI wiek, sztuczna inteligencja ogarnia kolejne obszary życia, algorytmy sterują nie tylko światłami na skrzyżowaniach, ale także „medycznymi procedurami” i reklamami na portalach społecznościowych, które to reklamy są adresowane „w punkt”, czyli są spersonalizowane, a więc docierają do konkretnego odbiorcy, do konkretnego użytkownika tychże mediów, do konkretnego wyborcy!… Wystarczy wspomnieć „aferę” Cambridge Analytica – a było to wieki temu (czyli jakieś cztery lata minęły?) i od tego czasu wiele się zmieniło. Na gorsze!.

W wyborczym wyścigu o urząd Prezydenta Stanów Zjednoczonych wygrał Joe Biden, lat 78, a przegrał Donald Trump, lat 74.

Leonid Brezniew

Przypomniał mi się dowcip, który krążył po śmierci Breżniewa (kto to był Breżniew?):

Biuro Polityczne sowieckiej partii komunistycznej po śmierci Leonida Breżniewa w 1982 roku musi wybrać między Andropowem (urodzonym w 1914) a Czernienką (urodzony w 1911) stając przed dylematem: postawić na młodość, czy na doświadczenie…

Postawili na młodość i wybrali gościa lat 68.

Krótko porządził i w 1984 roku sowieccy towarzysze, po śmierci kolejnego swojego przywódcy, znów musieli wybierać.

Wybrali Czernienkę, wtedy już lat 73, czyli tym razem postawili zachowawczo na doświadczenie.

Po roku i doświadczony towarzysz Czernienko zszedł był i do władzy doszedł młodziak i nieopierzony szczyl, czyli Gorbaczow (w 1984 roku miał 53 lata) – towarzyszom skończyły się możliwości i pieniądze, więc zrobili coś niesamowitego: zachowali się racjonalnie. A jak wiemy z historii – ludzi zachowują się racjonalnie, gdy nie ma innej opcji.

Wracamy do życiorysów.

Gdy w 1980 roku Edward Gierek zakończył swoją dziesięcioletnią karierę na stolcu Pierwszego Sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej miał 67 lat. Zastąpił go na krótko Kania a wkrótce gen. Wojciech Jaruzelski (lat 58, gdy ogłaszał wprowadzenie stanu wojennego).

Stanami Zjednoczonymi rządził Ronald Reagan (rocznik 1911 w chwili obejmowania urzędu Prezydenta USA), we Francji był Mitterand (rocznik 1916, czyli 68 lat, gdy Gorbaczow obejmował władzę), w Zjednoczonym Królestwie rządziła Margaret Thatcher (rocznik 1925, czyli 59 lat gdy w Związku Sowieckim gensekiem został koleś z plamą na czole) a kanclerzem zjednoczonych w 1990 roku Niemiec był Helmut Kohl, lat 60 (rocznik 1930, od 1982 na czele rządu RFN).

Wtedy, w latach osiemdziesiątych XX wieku, osoba w wieku sześćdziesięciu lat i więcej uchodziła za już mocno leciwą. A w dodatku przechodzoną i zużytą. Ale ówże mocno podeszły wiek był dla wszystkich akceptowalny, bo to „wicie, rozumicie”… doświadczenie życiowe, ścieżki kariery, umiejętności, zasługi… Lata pracy! Pięćdziesięciolatek uchodził za powiew świeżości i „odważne polityczne otwarcie”.

Zwróć uwagę Szanowny Czytelniku, że największe odkrycia matematyczne, czy fizyczne są zasługą ludzi młodych: Albert Einstein miał 26! lat, gdy w 1905 roku sprezentował światu ogólną teorię względności, Izaak Newton miał co prawda 44 lata, gdy opublikowane zostały „Matematyczne podstawy filozofii przyrody”/ „Matematyczne zasady filozofii natury”, ale była to data publikacji idei, która lata czekała na swoją prezentację.

Najwybitniejsi dowódcy wojskowi to nie urodzony w Poznaniu w 1847 roku Paul von Hindenburg, który znacznie liczniejszej rosyjskiej armii pod Tannenbergiem w 1914 roku zgotował wielkie grzmoty, ale Hannibal, lat 31, gdy pod Kannami w 216 roku p. n. e. sprawił Rzymowi krwawą łaźnię, to też Aleksander Macedoński, który po podboju „połowy świata” zmarł w wieku lat 32.

Przykładów jest więcej.

A z drugiej strony wielkie opracowania historyczne, wielkie analizy i wieloletnie, np. socjologiczne, badania za autorów mające starców stojących nad grobem, albo „młodzieńców” potrzebujących viagry, by bzyknąć trzy razy młodszą studentkę/ trzy razy młodszego studenta.

Prawie dwadzieścia lat XXI wieku za nami. Sto lat temu w dwadzieścia lat zawalił się świat, w którym Europa dominowała. I niewiele było trzeba – kilka międzynarodowych konferencji, kilka spotkań by podzielić strefy wpływów, jedna wojna – i wszystko pozamiatane. Zaczął się schyłek dominacji Europy. Weszli nowi gracze.

Lenin plakat

Na przykład taki towarzysz Lenin miał 47 lat, gdy w listopadzie 1917 roku wybuchła Rewolucja Październikowa (niezłe, co? Rewolucja Październikowa w listopadzie…; ale to wszystko przez zmiany czasu i w kalendarzach – to wyjaśnienie dla odbiorców niewiedzy serwowanej przez Ministerstwo Ogłupiania Narodowego).

Inny towarzysz, Adolf Hitler, miał 44 lata, gdy w 1933 objął urząd Kanclerza i rozpoczął przekształcanie Republiki Weimarskiej w III Rzeszę.

Dziś, w XXI wieku, wszystko się zmienia szybciej niż paryska moda sto lat temu. Algorytmy mediów społecznościowych kształtują preferencje wyborców i ich decyzje. Wiedza o wszechświecie wywraca się szybciej niż tempo ucieczki gwiazd, których przesuniecie światła ku czerwieni naprowadziło Hubble’a na pomysł, że Universum się rozszerza.

W Stanach Zjednoczonych doświadczenie (Joe Biden, lat 78) wygrało z młodością (Donald Trump, lat 74)…

W 1783 roku premierem Zjednoczonego Królestwa został osesek! Osesek nazywał się William Pitt (Młodszy) i miał 24 lata.

Dwadzieścia cztery lata.

Zmarł w 1806 roku w wieku czterdziestu siedmiu lat.

William Pitt Mlodszy
William Pitt Młodszy

Gówniarz.

Gówniarz, któremu udało się ustabilizować państwowe finanse i przygotować Zjednoczone Królestwo do „ostatecznego rozwiązania kwestii napoleońskiej” – gdyby nie jego działania, to nie doszłoby do pogrążenia Napoleona pod Waterloo w 1814 roku.

To spory skrót, ale (tak sądzę) uprawniony.

Listopad 2020 – w Stanach Zjednoczonych, w walce o prezydenturę,  doświadczenie (Joe Biden, lat 78) wygrało z młodością (Donald Trump, lat 74)…

To już nawet nie jest śmieszne.

To jest tragiczne.

Znamy twitterowe wpisy Trumpa (teraz publikowane są szczególnie groźne), ale poza nimi nie ma nic, co choćby sugerowałoby, że odchodzący ze stanowiska 45-ty Prezydent Stanów Zjednoczonych jest w stanie ogarnąć, co się dzieje w cyfrowym świecie. A ze względu na wiek jego zwycięski adwersarz tym bardziej raczej nie ogarnia tej digitalnej rzeczywistości.

Oczywiście, ma doradców Prezydent-Elekt.

Srylion.

A mając sto srylionów doradców, nowy prezydent USA coś tam bąknie, coś tam pierdnie.

Ale, ZASADNICZO, nie kuma rzeczywistości. Nie wie o co kaman, babe.

I to jest przerażające, że do wyścigu o zarządzanie najpotężniejszymi siłami zbrojnymi ostatecznie stanęli starcy.

STARCY UKSZTAŁTOWANI PRZEZ XX WIEK.

I starzec wygrał. Starzec! Choćby nie wiem jak się starał, że może podbiec na sztywnych szczudłach kilkadziesiąt metrów, to faktem jest, że wygrał starzec.

Biologicznie starzec i cyfrowo starzec.

Wygrała przeszłość.

Ale co się dziwić, skoro w całym świecie, zasadniczo, rządzą truchła, przechodzone cioty, na które nikt nawet nie splunie oraz zakompleksieni, bardzo wiekowi, sfrustrowani zbawcy z kotkiem przydupaskiem…

Oczywiście, są wyjątki z „młodziakami” w tle: premier Kanady (Justin Trudeau, lat 52),  premier Nowej Zelandii (Jacinda Ardern, lat 40) i temu podobni… Ale, zasadniczo, rządzą starcy. A jeśli nie starcy, to ludzie mocno wiekowi i oderwani od rzeczywistości XXI wieku.

Bo – wielkie sorry – ale umiejętność kupienia biletu na tańszy lot na dymanie do Bangkoku nie ma nic wspólnego z ogarnianiem cyfrowej rzeczywistości.

Prawda jest taka, że dla większości świata ogarnianie rzeczywistości to funkcjonowanie w świecie cyfrowym. Zupełnie nierzeczywistym. Nie-Rzeczywistym.

A jednak rzeczywistym, bo algorytmy przejmują władzę.

Przyszła mi do głowy taka myśl: osoby 50+ nie mają praw wyborczych… Jak wtedy zagłosowałyby Chiny rządzone przez Xi Jimpinga (rocznik 1953), gdyby „komunistyczny” przywódca miał mieć tylko 35 lat? Jak zagłosowałby Iran, Stany Zjednoczone, Izrael, Francja, Niemcy, Tajlandia, Polska i Republika Południowej Afryki?

Przypominam – dwieście pięćdziesiąt lat temu Imperium Brytyjskim, największym, które istniało, rządził dwudziestoczterolatek…

Bardzo skutecznie rządził!

Pytanie: kto by szybciej ogarnął temat zagospodarowania covidowych łóżek: niezborny pierdziel wołomiński, czy ogarnięty licealista? Kto szybciej przygotowałby zasady wykorzystywania dostępnych środków: podpięty pod kota Prezesa lizus w gównianym garniturze, czy niemowlak ze smartfonem?

I teraz zamknięcie klamry narracyjnej:

To idzie młodość, młodość, młodość…

Otóż nie idzie i to jest BIG FUCKING PROBLEM.

Leave a Reply