Poważne zakłócenia globalnych dostaw towarów na święta. „Boże Narodzenie jest zagrożone”

Kryzys łańcuchów dostaw utrzymuje się od miesięcy, a większość analityków nie spodziewa się szybkiego rozwiązania problemu. Według agencji Bloomberga „Boże Narodzenie jest zagrożone”, a dziennik „Guardian” już we wrześniu ostrzegał Australijczyków, że w związku z „dramatycznie złą” sytuacją z dostawami powinni zrobić świąteczne zakupy z wyprzedzeniem.

Poważne zakłócenia globalnych dostaw towarów na święta. „Boże Narodzenie jest zagrożone”

Kryzys łańcuchów dostaw utrzymuje się od miesięcy, a większość analityków nie spodziewa się szybkiego rozwiązania problemu. Według agencji Bloomberga „Boże Narodzenie jest zagrożone”, a dziennik „Guardian” już we wrześniu ostrzegał Australijczyków, że w związku z „dramatycznie złą” sytuacją z dostawami powinni zrobić świąteczne zakupy z wyprzedzeniem.

Część producentów i importerów bije na alarm

„Jest szansa, że niektórych produktów będzie w Europie brakowało w święta, ale nie tylko. Ceny zdecydowanie się podniosą z powodu wzrostu kosztów produkcji a także kosztów transportu i wydłużenia czasu dostaw. Spada też siła nabywcza euro” – ocenił menedżer z kantońskiego biura jednego z największych przedsiębiorstw logistycznych na świecie, który nie chce podawać nazwiska z powodu polityki prasowej firmy.

Koszt wysyłki jednego kontenera 40-stopowego z Chin do Europy skoczył od ubiegłego roku z ok. 3 tys. do 15-20 tys. dolarów. Ostatnio nieco spadł, ponieważ rządy państw wywierały presję na firmy przewozowe, ale przy obecnym przeciążeniu portów nie jest jasne, jak długo ceny transportu będą mogły pozostać zamrożone – uważa rozmówca PAP.

Część producentów i importerów bije na alarm, oceniając, że obecny kryzys dostaw może doprowadzić do niedoborów. „Działam w tej branży od 43 lat i jeszcze nigdy nie widziałem, żeby było tak źle. Wszystko, co mogło pójść nie tak, poszło nie tak w tym samym momencie” – powiedział Bloombergowi założyciel i szef firmy MGA Entertainment, jednego z największych producentów zabawek na świecie, Isaac Larian.

Lista czynników zakłócających światowe dostawy jest długa. Restrykcje covidowe ograniczały w ostatnich miesiącach pracę azjatyckich fabryk i działalność kluczowych terminali kontenerowych na wybrzeżu Chin. To dodatkowo uderzyło w transport morski, borykający się już z zakorkowanymi portami, niedoborami kontenerów i skutkami marcowej blokady Kanału Sueskiego. Niektóre chińskie fabryki mierzą się z racjonowaniem prądu.

Tymczasem na Zachodzie zaczęły się pojawiać niedobory niektórych towarów konsumpcyjnych. Poważne braki układów scalonych wymusiły przestoje w produkcji części elektronicznych, co z kolei uderzyło w wytwórców urządzeń i koncerny motoryzacyjne. Czas oczekiwania na nowe samochody się wydłużył, a niektórzy producenci dostarczają do salonów nieukończone modele, pozbawione takich elementów wyposażenia, jak ekrany dotykowe czy nawigacja satelitarna, by zadowolić niecierpliwych klientów.

„W tym sezonie świątecznym niektóre dzieci będą z pewnością płakały” – ocenił w rozmowie z dziennikiem „Financial Times” Joel Bines z firmy konsultingowej AlixPartners. Jego zdaniem półki nie będą puste, ale sklepy mogą mieć trudności ze zdobyciem najbardziej rozchwytywanych towarów.

Wybór będzie mniejszy, a ceny wyższe

Właściciel firmy importowo-eksportowej ChinaWay Lech Lipiński powiedział, że importerzy spodziewali się opóźnień w dostawach i złożyli w tym roku zamówienia na towary świąteczne z dużym wyprzedzeniem. „Nie obawiam się pustych półek ani braków na rynku. Czy wszystko będzie dostępne, to trochę inne zagadnienie. Sądzę, że wszystko, co niezbędne, będzie dostępne” – ocenił.

„Zabawki, elektronika to tak zróżnicowana kategoria, że wybór pewnie będzie mniejszy niż rok czy dwa lata temu, ale nadal będzie. My sprowadziliśmy zabawki znacznie wcześniej z myślą o świętach w kontekście utrudnień w imporcie. Lampki choinkowe zamówiliśmy w czerwcu, trzy miesiące wcześniej niż zwykle, i już dotarły do Polski” – dodał Lipiński.

Ceny będą jednak wyższe, zarówno z powodu wydłużenia czasu i wzrostu kosztów dostawy, jak również inflacji i spadku kursu złotego względem dolara, w którym rozliczają się chińscy eksporterzy. „To już na starcie daje wzrost na poziomie 15 proc. O ile na początku pandemii magazyny były jeszcze pełne i odnosiliśmy się do starych wartości zamówień, to teraz jesteśmy w nowej, droższej rzeczywistości” – ocenił przedsiębiorca.

Leave a Reply