Posłowie dorabiali sobie m.in. na Karaibach. Brytyjskie media o skandalu

Co najmniej jedna czwarta posłów Partii Konserwatywnej ma dodatkowe płatne prace - poinformował "The Guardian". "Daily Mail" ujawnił, że jeden z nich w czasie, gdy Izba Gminu obradowała zdalnie, uczestniczył w posiedzeniach, wykonując dodatkową pracę na Karaibach.

Posłowie dorabiali sobie m.in. na Karaibach. Brytyjskie media o skandalu

Co najmniej jedna czwarta posłów Partii Konserwatywnej ma dodatkowe płatne prace – poinformował „The Guardian”. „Daily Mail” ujawnił, że jeden z nich w czasie, gdy Izba Gminu obradowała zdalnie, uczestniczył w posiedzeniach, wykonując dodatkową pracę na Karaibach.

Sprawa podejmowania przez posłów dodatkowych prac oraz ewentualnych konfliktów interesu, które mogą z tego wynikać, staje się coraz większym problemem dla brytyjskiego premiera Borisa Johnsona. Niemal wszystkie gazety – nawet te z zasady sprzyjające konserwatystom – bardzo krytycznie oceniają fakt, że szef rządu nie pojawił się w poniedziałek w Izbie Gminu na nadzwyczajnej debacie na temat lobbingu, korupcji i standardów poselskich. Rzecznik Johnsona wyjaśniał jego nieobecność zaplanowaną wcześniej wizytą w północno-wschodniej Anglii, gdzie odwiedził jeden ze szpitali, co zresztą stało się powodem dodatkowej krytyki, bo jak zwrócono uwagę, premier w szpitalu nie nosił maseczki.

Samo podejmowanie przez posłów dodatkowej pracy poza wykonywaniem obowiązków poselskich nie jest zakazane, o ile zostało odpowiednio zgłoszone i nie prowadzi do konfliktu interesów, np. w postaci lobbowania w parlamencie na rzecz pracodawcy. Tak było w przypadku byłego już posła konserwatystów Owena Patersona, od którego obecna afera się zaczęła.

Pod koniec października parlamentarna komisarz ds. standardów uznała, że Paterson – który w Izbie Gminu zasiadał od 1997 r. i w przeszłości był ministrem – wielokrotnie złamał zasady dotyczące płatnego lobbingu i powinien zostać zawieszony na 30 dni posiedzeń. Do tego jednak nie doszło, ponieważ konserwatyści złożyli wniosek o odroczenie głosowania i powołanie nowej komisji – w której mieliby większość – do zbadania, w jaki sposób takie sprawy są rozpatrywane. Wniosek przeszedł, ale jawna obrona posła przyłapanego na poważnym złamaniu zasad została fatalnie odebrana przez media, opozycję, a nawet przez część posłów konserwatywnych. Ostatecznie Paterson sam zrzekł się mandatu, a rząd wycofał się z pomysłu stworzenia komisji.

Nie zakończyło to jednak sprawy, bo – jak wskazują media – Paterson najwyraźniej nie był wyjątkiem. „The Guardian” podał we wtorek, że dodatkowe płatne zajęcia ma co najmniej 90 z 360 posłów rządzącej Partii Konserwatywnej i tylko kilku z opozycyjnej Partii Pracy. I tak np. poseł Andrew Mitchell zarobił 182,6 tys. funtów za 34,5 dnia pracy jako konsultant finansowy m.in. dla firm Investec i EY, natomiast były prokurator generalny Geoffrey Cox jako prawnik zarabia 1,6 mln funtów rocznie, czyli ok. 20 razy tyle, ile jako poseł. Z kolei dwóch posłów ma dodatkowe prace, które są powiązane z sektorem hazardowo-bukmacherskim, co samo w sobie budzi kontrowersje.

„Daily Mail” z kolei ujawnił, że wspomniany Cox w kwietniu i maju br., gdy Izba Gmin z powodu restrykcji covidowych obradowała zdalnie, uczestniczył w jej posiedzeniach, będąc na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, gdzie pracował jako doradca dla tamtejszych władz. W tym przypadku wprawdzie na razie nie ma podejrzeń, że złamał przepisy, ale kontrowersje budzi fakt, że doradzał władzom terytorium, które jest uznawane za raj podatkowy. Padają też pytania o to, czy obowiązki posła są dla niego priorytetem. Jak zauważyła prasa, od czasu, gdy Cox został w lutym zeszłego roku odwołany z funkcji prokuratora generalnego, zaledwie raz zabrał głos w debatach w Izbie Gminu i wysłał pisemnie 20 zapytań poselskich.

Zapytany o sprawę Coxa zastępca premiera i minister sprawiedliwości Dominic Raab przyznał, że jest „całkowicie uzasadnione”, aby zadać pytanie, czy ilość pracy podejmowanej poza obowiązkami poselskimi jest akceptowalna, ale zasugerował, że to nie do rządu należy rozstrzyganie tej kwestii. „Ostatecznie to wyborcy każdego posła, w tym moi, powinni zdecydować, czy ludzie ich reprezentujący mają właściwe priorytety” – powiedział stacji BBC.

Leave a Reply