Nadchodzi Secesja | Stany Zjednoczone U Progu Rozłamu?

Nie ma już sensu rządzenie wszystkimi Amerykanami na podstawie jednego zestawu przepisów, praw i precedensów prawnych. Nie ma sensu, aby niewielka liczba federalnych sędziów i polityków federalnych podejmowała decyzje za 330 Amerykanów. |Nawet Sąd Najwyższy przyznał, że „Zdecentralizowany rząd…. Będzie bardziej wrażliwy na potrzeby heterogenicznego społeczeństwa”.

Nadchodzi Secesja. Coraz częściej jej temat pojawia się w mediach głównego nurtu. Od „Calexitu” po Brexit, Katalonię i niepodległość Szkocji, temat rozbijania państw narodowych na mniejsze części coraz częściej wysuwa się na pierwszy plan.

W Stanach Zjednoczonych dyskusja została wyciszona w ciągu ostatnich dwóch lat – ale nie zniknęła – ponieważ działacze zarówno z lewej, jak i z prawej strony zdecydowali się poczekać i zobaczyć, jak potoczą się następne wybory. Ale wznowienia rozmów na temat pomysłu secesji ze strony, która traci prezydenturę, możemy spodziewać się niebawem.

Jednak poprzez nieustanny wzrost władzy federalnej nad amerykańskimi stanami i społecznościami problem ten raczej nie zniknie. Wydaje się, że Amerykanie coraz bardziej boją się, że większości narodowe i narodowe instytucje polityczne mogą być użyte do ataku na kulturę, prawa i styl życia tych, którzy mogą znaleźć się w narodowej większości.

O ile te uprawnienia nie zostaną ograniczone, jest coraz bardziej prawdopodobne, że secesja, lub inna forma rozłamu narodowego, stanie się ostatnią opcją dla wielu, którzy obawiają się zniszczenia samostanowienia w Stanach Zjednoczonych.

„Moment secesji”

Tendencje te z pewnością nie pozostały niezauważone przez wieloletnich obserwatorów amerykańskiej polityki i prawa.

W swojej nowej książce American Secession: The Looming Threat of a National Breakup, prawnik FH Buckley sugeruje, że „żyjemy teraz w secesyjnym momencie w historii świata”, co toruje drogę dysydentom zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w innych państwach, aby skierować swoje narody w stronę secesjonistycznej przyszłości.

Buckley przedstawia trzy największe historyczne czynniki stojące za obecnymi realiami. Pierwszy to trend dekolonizacyjny, który rozpoczął się w połowie XX wieku. Buckley zauważa: „Podobnie jak rewolucja amerykańska – przyznanie niepodległości koloniom – było formą secesji potęgi kolonialnej”.

Drugi powód to koniec zimnej wojny. Minęło trzydzieści lat od upadku muru berlińskiego i prawie 30 lat od upadku Związku Radzieckiego. Jednak tendencje polityczne mogą być widoczne dopiero po dziesięcioleciach. Gdy po zakończeniu zimnej wojny rozpadł się cały system dostosowania zachodniego i radzieckiego, pojawiły się dwadzieścia cztery nowe kraje. Brak radzieckiego zagrożenia i większa elastyczność oferowana małym narodom w poradzieckim świecie zachęcały secesjonistów do forsowania ich sprawy.

Trzecim czynnikiem jest wzrost handlu międzynarodowego i względny spadek barier handlowych w ostatnich dziesięcioleciach. W świecie, w którym nawet małe narody mogą stosunkowo łatwo uzyskać dostęp do rynków międzynarodowych, relatywny koszt opuszczenia dużego państwa narodowego spada.

Stany Zjednoczone: naród przerośnięty?

Ale jak to się ma konkretnie do Stanów Zjednoczonych?

Według Buckleya większość nastrojów secesyjnych w Ameryce wynika z faktu, że Stany Zjednoczone są tak dużym krajem.

Jednak wielu Amerykanów wciąż nie zdaje sobie sprawy z ogromu Stanów Zjednoczonych, zarówno pod względem wielkości fizycznej, jak i liczby ludności. Tylko dwa inne kraje na ziemi – Indie i Chiny – mają większą populację niż Stany Zjednoczone, w których mieszka obecnie ponad 330 milionów ludzi. Stany Zjednoczone są czwartym co do wielkości krajem. Inne mocarstwa światowe, takie jak Niemcy (83 mln) i Wielka Brytania (66 mln) są znacznie mniejsze. Stany takie jak Teksas, Floryda i Kalifornia byłyby większe niż większość krajów europejskich, gdyby były niezależnymi państwami.

Co więcej, wśród największych narodów świata (w tym Indonezja, Pakistan, Brazylia i Nigeria) Stany Zjednoczone są jedynym bogatym, w pełni uprzemysłowionym krajem.

Oczywiście bycie wielkim nie jest samo w sobie receptą na bogactwo czy sukces.

Doskonale zdając sobie sprawę z wielkości Stanów Zjednoczonych, Buckley analizuje, czy rozmiar jest pozytywnym, czy negatywnym, czynnikiem wpływającym na stabilność i jakość życia w Stanach Zjednoczonych.

Jego dobrze zbadane odkrycia sugerują, że wielkość ma wiele wad, jeśli chodzi o korupcję, zgłaszany poziom szczęścia, bogactwo i skłonność reżimu do nadmiernej agresji w polityce zagranicznej.

Jak wskazuje Buckley, istnieje wiele dowodów na to, że państwa będące następcami mniejszej grupy niezależnych narodów amerykańskich byłyby bogatsze, spokojniejsze i bardziej wolne. Lub, jak podsumowuje Buckely: „Jeśli istnieją zalety, które można wyróżnić, koszty przewyższają korzyści. Wielkość to zło ”.

Ale być może najważniejszy w kwestii secesji jest fakt, że w kraju tak dużym, jak Stany Zjednoczone, istnieje wiele grup regionalnych i kulturowych, które są na tyle różne i na tyle oddalone od siebie, że tworzą raczej poczucie odrębności niż jedności.

W przeciwieństwie do protestów znawców starej szkoły, którzy nadal twierdzą, że Amerykanów łączy jakieś eteryczne wspólne wyznanie lub kultura, rzeczywistość jest zupełnie inna. Buckley pisze:

„Kraje grożą rozpadem, gdy ich ludzie wydają się być beznadziejnie podzieleni… Jesteśmy dziś mniej zjednoczeni niż kiedykolwiek od wojny secesyjnej, podzieleni przez politykę, religię i kulturę. Pod każdym względem, z wyjątkiem nagiej siły prawa, jesteśmy już podzieleni na dwa narody, tak samo jak w 1861 roku. Pogarda dla przeciwników, moby na Twitterze, zawstydzanie online i brak platform, rosnąca tolerancja przemocy – wszystko wskazuje na to, że bylibyśmy szczęśliwsi w różnych krajach.
Amerykanie nawet nie wydają się już zainteresowani kompromisem,” twierdzi Buckley, zauważając w jednym z przykładów, że stanowisko lewicy w obecnej administracji wykracza daleko poza zwykłą karykaturę: „Trump jest nie tylko białym nacjonalistą, ale także wszyscy jego zwolennicy nimi są i nie mamy zamiaru im wybaczyć i zapomnieć… Kiedy ludzie tak się czują, nie rozmawiają ze sobą ”.

Niezależnie od tego, czy jest to secesja, czy „Miękka Secesja”, potrzebujemy dużo większej decentralizacji.

Więc jakie jest rozwiązanie?

Buckley wyjaśnia, że ​​jednym z najrozsądniejszych rozwiązań jest secesja. Jeśli to się nie uda, naród musi poważnie zacząć rozważać przynajmniej jakiś poważny krok w kierunku decentralizacji.

Oznacza to, że jeśli secesja nadal wydaje się niewiarygodna dla wielu, to przynajmniej musi się zdarzyć, aby poszczególne stany i regiony Stanów Zjednoczonych uzyskały prawdziwą „władzę wewnętrzną” poprzez strategie takie jak „Wprowadzenie”, w ramach którego władze lokalne odmawiają egzekwowania prawa federalnego i edyktów. (Widzieliśmy już tę strategię w akcji w ostatnich wysiłkach stanowych, aby odmówić egzekwowania niektórych federalnych praw antynarkotykowych). Inną strategią jest konwencja konstytucyjna, na mocy której konstytucja Stanów Zjednoczonych mogłaby zostać przesunięta bardziej na korzyść autonomii stanowej i lokalnej w ramach nowego kraju.

Ale niezależnie od przyjętej strategii deunifikacji kraju, twierdzi Buckley, konieczne będzie znaczne ograniczenie zdolności jednego rządu krajowego do wykonywania jego obecnie ogromnych uprawnień w sprawach wewnętrznych państw członkowskich USA.

nawet Sąd Najwyższy zgodził się, że „Zdecentralizowany rząd…. Będzie bardziej wrażliwy na potrzeby heterogenicznego społeczeństwa”

Dla Buckleya nie ma już sensu rządzenie wszystkimi Amerykanami na podstawie jednego zestawu przepisów, praw i precedensów prawnych. Nie ma sensu, aby niewielka liczba federalnych sędziów i polityków federalnych podejmowała decyzje za 330 Amerykanów. Rząd na tym poziomie ogromu po prostu nie może odzwierciedlać potrzeb i preferencji swojej populacji. W tej kwestii Buckley wskazuje, że nawet Sąd Najwyższy zgodził się, że „Zdecentralizowany rząd…. Będzie bardziej wrażliwy na potrzeby heterogenicznego społeczeństwa”.

Realia polityczne mogą wyprzedzać realia prawne

Ostatecznie wydaje się, że Buckley nieznacznie ustępuje na rzecz bardziej ograniczonych opcji leżących u podstaw jego planu „miękkiej secesji”. Naturalnie, jako zagorzały decentralista, uważam to za raczej rozczarowujące. Ale nie można zaprzeczyć, że proponowana przez Buckleya „miękka secesja” z pewnością byłaby krokiem we właściwym kierunku.

Czytaj również:

Radykalna lewicowa grupa publikuje PLANY BITWY, aby wszcząć masowy CHAOS i strzelać do zwolenników Donalda Trumpa na ulicach, jeśli Joe Biden przegra nadchodzące wybory |Wojna Domowa

Jednak moja największa krytyka nie wynika z braku secesyjnego zapału Buckleya, ale z faktu, że czasami zdaje się on łączyć prawne wyzwania secesji z wyzwaniami politycznymi.

Najprawdopodobniej problemy prawne związane z secesją i rozłamem z czasem staną się mniej istotne, gdy sytuacja polityczna stanie się pilniejsza i bardziej napięta. Innymi słowy, gdy narody osiągną punkt, w którym szeroko rozważają rozpad, to, co jest prawnie możliwe, staje się znacznie mniej ważne niż to, co jest politycznie możliwe lub konieczne. Na przykład, kiedy różne republiki starego Związku Radzieckiego zaczęły odrywać się od Moskwy, nie było obaw, czy te posunięcia są legalne. Widząc, że niepodległość jest w zasięgu ręki, Litwa nie zamierzała naciskać na hamulce, aby upewnić się, że jej walka o niepodległość zostanie zweryfikowana z sowieckimi prawnikami. Liczył się fakt, że reżim litewski znalazł sposób na oderwanie się od Moskwy bez konieczności ugięcia się przed nominalnie obowiązującymi wówczas statutami.

Tak więc, kiedy Buckley sugeruje, że orzeczenia Sądu Najwyższego, takie jak Texas przeciwko White, który uznał, że secesja jest niezgodna z konstytucją, będą nadal kluczowe w kierowaniu przyszłymi debatami na temat rozwodu narodowego, jestem sceptyczny. Prawdopodobnie sytuacja będzie dużo bardziej skomplikowana intelektualnie i prawnie niż konsultowanie się z precedensami prawnymi i utrzymywanie uporządkowanych konwencji konstytucyjnych. W końcu, jeśli wszyscy zgodzimy się usiąść razem i spokojnie omówić, co należy zrobić, aby legalnie doprowadzić do nowego postkonstytucyjnego porządku narodowego, to po co w ogóle zawracać sobie głowę rozpadem narodu?

Ale jest to dość drobny problem w tekście Buckleya.

Ogólnie rzecz biorąc, Amerykańska Secesja stanowi doskonałe wprowadzenie do prawnych, politycznych i historycznych podstaw amerykańskich ruchów secesyjnych – zarówno w przeszłości, jak i obecnie – sformułowanych przez osobę, która podchodzi do problemu, jako bardzo szanowana osoba w amerykańskim ruchu konserwatywnym i środowisku akademickim. Co więcej, Buckley stara się spojrzeć pragmatycznie na secesję daleko poza romantycznymi wyobrażeniami z przeszłości i zgodną z realiami XXI wieku. Jego wniosek brzmi: „bariery przeciwko secesji są słabe, argumenty za zerwaniem są mocne”. Im bardziej inni zgadzają się z tym poglądem, tym bardziej narodowa dezintegracja będzie nieunikniona.

Leave a Reply