Na marginesie

Muszę się do czegoś przyznać: Otóż… jestem osobą z marginesu! Oraz szpionem, czyli agentem. Zacznę od szpionowastości, czyli działalności agenturalnej.

Na marginesie

Muszę się do czegoś przyznać: Otóż… jestem osobą z marginesu! Oraz szpionem, czyli agentem. Zacznę od szpionowastości, czyli działalności agenturalnej.

Kilka lat temu dowiedziałem się (od pewnej osoby zatrudnionej w pewnej redakcji na etacie dziennikarskim), że według naczelnego pisma dla którego pisałem, jestem agentem BND, który ma dbać o interesy niemieckie.

?

Trochę później dowiedziałem się, że jestem związany z którymś polskim trzyliterowcem wywiadowczym (CBA, CBŚ, ABW, SKW, VHS, DVD, etc.), by szkodzić mniejszości niemieckiej w Polsce.

?

Wychodzi na to, że biorę kasę (albo jakieś inne profity… może w naturze?) z dwóch źródeł. W sumie to nie jest głupi pomysł – kasa stabilna, bo regularne wpłaty na konto (albo dostawy kiełbasy), ochrona… Żyć, nie umierać. Jest tylko jeden problem… – nie widzę tego na koncie. No, ale to są już szczegóły, bo „wszyscy przecież wiedzą, jak jest”.

Dzięki filmowi dokumentalnemu o Brygadzie Świętokrzyskiej (tak, tak – to moim filmem pohandlowano nielegalnie a siedziba nielegalnych handlarzy – którzy teraz napierniczają o wartościach i wolności mediów – jest przy ul. Wiertniczej w Warszawie), a więc dzięki temu filmowi trafiłem wreszcie do Wikipedii (co prawda w przypisach, ale zawsze to coś, czyż nie?) oraz zbudowałem krótkotrwały zachwyt pewnych środowisk, które jednak postanowiły mnie wykląć za kolejny film, który zrobiłem, film o polskich obozach koncentracyjnych (bo takie były).

Pruski orzeł

Dlaczego o tym piszę? Za trochę akapitów dalej wszystko się wyjaśni. Ale teraz czas na wyznanie dlaczego jestem „marginesem”.

Po pierwsze – od lat mieszkam na wsi, która jest na marginesie-granicy gminy oraz, zupełnie przy okazji, na marginesie-granicy powiatu. A jeśli kiedyś powstanie „Wielka Warszawa”, to będę żył i mieszkał na marginesie Ukochanej Stolicy.

Po drugie – jestem na marginesie politycznym. Jako konserwatywny libertarianin, który twierdzi, że państwo to organizacja przestępcza o charakterze zbrojnym i należy je zniszczyć, nie znajduję szerszego zrozumienia, gdy staram się udowodnić, że „państwo” jest odpowiedzialne za większość złych rzeczy, które ludziom się przytrafiają.

Po trzecie – jestem na marginesie, ponieważ jako konserwatywny libertarianin, dla którego wolność jednostki jest wartością nadrzędną, nie znajduję szerszego zrozumienia tezy, że równość zasadniczo nie istnieje a jedynym jej „formalno-prawnym” przejawem jest relacja człowiek-Prawo.

Po czwarte – jestem na marginesie, ponieważ wbrew większości uważam, że absolutnie i totalnie nie zasługujemy na systematyczną nazwę gatunkową, czyli „homo sapiens”, ponieważ nie jesteśmy człowiekiem rozumnym, ale człowiekiem-pasożytem. I żeby było jasne – jesteśmy jedynym pasożytem na Błękitnej Planecie. A także uważam, że najlepsze co może się Ziemi przytrafić – o ile się nie zmienimy – to wyginięcie naszego gatunku (co daj Bóg nastąpi szybko, chyba że się jednak ogarniemy).

Po piąte – sporo czytam i raczej nie są to wyn(at)urzenia różnych znanych z tego, że są znani.

Po szóste – uważam, że film „Rejs” jest kiepski (jako film) a „kultowy” podobno zespół Dżem (a szczególnie jego tymczasowy wokalista Ryszard Riedel) to badziewie dla pretensjonalnych, pseudointelektualnych impotentów i rozhisteryzowanych panienek.

Po siódme – uważam, że należy odebrać czynne prawo wyborcze wszystkim, którzy pobierają jakiekolwiek wynagrodzenie/ świadczenie z budżetu państwa/ samorządowego w tym urzędnikom, posłom i senatorom „zawodowym”, żołnierzom, policjantom, nauczycielom szkół publicznych, ludziom korzystającym z pomocy społecznej, etc. (oczywiście, zdaję sobie sprawę, że wprowadzenie takiego rozwiązania wymagałoby zmiany w artykule 62 punkt 2 Konstytucji, albo uzupełnienia artykułu 62 o punkt 3).

Po kolejne – ….

Jest tego w cholerę.

Uczciwie jednak przyznać muszę, że w kilku sprawach nie jestem marginesem. I tak: a. kotlet schabowy z ziemniakami i kapustą (najlepiej młodą), grochówka oraz polskie sushi, czyli śledzik w oleju z cebulką (może być w śmietanie), to rewelacyjne potrawy, b. uwielbiam śmiganie po drogach traktując znaki o ograniczeniu prędkości jako swego rodzaju sugestie, c. wzruszam się oglądając film „Znachor” oraz uwielbiam „Seksmisję” d. a najpiękniejszą częścią Polski (w obecnych granicach) jest „Warmia i Mazury”, czyli moje ukochane Prusy Wschodnie.

A także: …

OK – „a także” brak.

Dlaczego o tym wszystkim napisałem? Otóż dlatego, że teraz będzie kilka słów na marginesie ostatnich wydarzeń.

„Lex-TVN” – czy jest to zamach na wolność mediów? Jest! Ale…

Nie przepadam za TVN-em, szczególnie odkąd postanowili bezprawnie sprzedać prawa do emisji filmu mojego autorstwa (zapieprzyć!/ ukraść), zlekceważyli oficjalne zgłoszenie wady prawnej i zostałem okradziony z należnych mi pieniędzy (niestety, dochodzenie prowadziła prokuratura PO-PSL i wtedy – tak podejrzewam a jeśli się mylę, to przepraszam – prokuratura dbała o interesy ówcześnie sprzyjających władzy mediów; dziś dba o interesy dziś rządzących – tak podejrzewam, ale jeśli się mylę, to przepraszam).

Niezbyt cenię sobie niektórych „dziennikarzy”, których pracę można oglądać w TVN24 (doskonałym przykładem nierzetelności jest Katarzyna Kolenda-Zaleska, propagandystka, która robi materiały i prowadzi rozmowy jakby rodem z TVP Info, ale z odwrotnym znakiem), ale jeszcze bardziej nie cenię sobie towarzyszy od propagandy pobierających kasę z ul. Woronicza, czy Pl. Powstańców.

Ale…

Nie przepadam za opiniami ogółu – zwyczajnie, uważam, że tzw. „ogół” to średnia statystyczna z debilowatości przeplatanej okazjonalnie IQ ponad średnią, więc trafienie na Einsteina/ Jednokamniejewa jest zadaniem raczej niemożliwym.

Opinie ogółu (a nawet – wydawałoby się, że wykształconych – „redaktorów”) są opiniami raczej gówno wartymi, bo większość „redaktorów” to jednak półmózgi (jak w każdym fachu).

Oczywiście, są wyjątki.

Zawsze są wyjątki.

Gdzie kupić najlepsze ogórki małosolne/ kiszone? Lokalny „ogół” to wie, bo tego doświadczenia doświadcza testując C2H5OH. Gdzie jest dobry warsztat, w którym wyrychtują autozłoma na nową furę? „Ogół” (zainteresowany tematem) to wie. Który program to nie agitka? „Ogół” to wie bo myślący odbiorcy oceniają.

Niestety, „ogół” to intelektualnie bezpłodna masa, która toczy się tam, gdzie ją potoczono. Bezmyślnie i bezrefleksyjnie się toczy powtarzając powtarzane „prawdy objawione”.

Jestem agentem i marginesem.

Jestem agentem myślenia. Nie, nie uzurpuję sobie prawa do wiedzy o prawdzie objawionej, ale proszę o zastanowienie się.

Jestem marginesem, bo kieruję się zasadą: „pomyśl, potem jeszcze raz i na koniec ponów próbę”. I o to proszę – „pomyśl, potem jeszcze raz i na koniec ponów próbę”.

Dlatego jestem i agentem i marginesem.

Leave a Reply