Ewa Minge kpi z „króliczków” Playboya. Internauci zarzucają jej „powielanie seksistowskich stereotypów”

Projektantka mody wpija szpilkę młodym dziewczynom, które przyjmują zaproszenia „biznesowe” do hotelowych apartamentów, a później skarżą się na swój los. „Idziesz i dziwisz się, ze facet wita cię w szlafroku, ale wchodzisz dalej. Później przezywasz szok, że on ten szlafrok chce zrzucić i zapodać ci swój cennik. Jeżeli chcemy, aby nas szanowano, szanujmy wpierw same siebie” - napisała Ewa Minge na Instagramie.

Ewa Minge kpi z

Projektantka mody wpija szpilkę młodym dziewczynom, które przyjmują zaproszenia „biznesowe” do hotelowych apartamentów, a później skarżą się na swój los. „Idziesz i dziwisz się, ze facet wita cię w szlafroku, ale wchodzisz dalej. Później przezywasz szok, że on ten szlafrok chce zrzucić i zapodać ci swój cennik. Jeżeli chcemy, aby nas szanowano, szanujmy wpierw same siebie” – napisała Ewa Minge na Instagramie.

W mediach pojawiają się doniesienia o dramatycznym losie kobiet, które zostały wykorzystane seksualnie przez zmarłego w 2017 roku założyciela i redaktora naczelnego magazynu „Playboy” Hugha Hefnera.

Ostatnio jedna z nich, Karissa Shannon wyznała, że gdy miała 19 lat zaszła z nim w ciążę, a później dokonała aborcji, bo czuła się „jakby miała w swoim ciele diabelskie nasienie”. Wcześniej Holly Madison, była dziewczyna magnata prasowego, a przy tym bohaterka reality show „Króliczki Playboya” nadawanego w latach 2005 – 2008, wyznała, że czuła się w jego domu jak prostytutka.

Ewa Minge odniosła się do tych pretensji na Instagramie, ilustrując swój post zdjęciem, na którym trzy kobiety wdzięczą się do twórcy „Playboya”. „Czytam co jakiś czas o biednych, wykorzystywanych kobietach czy też raczej króliczkach. One i ten dewiant Hugh Hefner. Zmuszane, upokarzane, nieszczęśliwe” – napisała ironicznie.

Zauważyła, że na zdjęciach „jakie można znaleźć w sieci”, osoby te nie wyglądają jak ofiary przemocy. „To, że facet nieźle się bawił kobietami, jak lalkami w sklepie z zabawkami, jest oczywiste, ale te lalki były – jak widać, na pierwszej z brzegu fotografii – raczej dumne z roli, jaką im wyznaczył”.

Projektantka mody zaznaczyła, że sama pamięta czasy, gdy „dziewczyny na niebotycznych szpilkach paradowały z pomponem w tył** i uszami królika na głowie, na prestiżowych imprezach organizowanych przez miesięcznik „Playboy”. U nas w stolicy były to jedne z bardziej pożądanych imprez a ich różowa oprawa stanowiła szczyt marzeń dla młodych dziewczyn, zauważyła.

„Jako osoba od zawsze nierozumiejąca prezentowania się kobiet na jarmarkach, nieprzekonana do wszelkich wyborów miss, w których czasem jako jurorka uczestniczyłam (a powinnam zgodnie z sumieniem odmawiać) czułam zażenowanie z powodu dobrowolnego, pełnego dumy, eksponowania wdzięków w oprawie jakby rodem z targu niewolników. Ale czy niewolnik wdzięczy się do publiczności i szeroko otwiera błyszczące oczy i ciało?” – zapytała retorycznie.

Minge podkreśliła, że sama – pracując z modelkami, „sporo widziała” i wręcz „była zmuszona zmierzyć się ze złem w najczystszej postaci”. Mimo to, czytając wynurzenia „niektórych kobiet z bardzo potrzebnego ruchu „me too””, zastanawia skąd u nich pretensje do mężczyzny, „jeśli przyjmują od niego zaproszenie do jego pokoju hotelowego, gdzie w godzinach nocnych, mają omawiać role w jego filmie”.

Projektantka zauważa, że pokój hotelowy to przecież nie gabinet szefa i osobom, które wpadają w taką pułapkę zarzuca bezmyślność lub hipokryzję: „Idziesz i dziwisz się, ze facet wita cię w szlafroku, ale wchodzisz dalej. Później przezywasz szok, że on ten szlafrok chce zrzucić i zapodać ci swój cennik. Jeżeli chcemy, aby nas szanowano, szanujmy wpierw same siebie” – grzmi Minge.

Internauci podzieleni w sprawie wpisu projektantki

Większość komentujących ten post internautek – bo to głównie kobiety – zgodziła się z jej opinią: „W punkt”, „Brawo”, „Jak zawsze w sedno”. „Pani wpis jako kobiety jest bardzo odważny ale wg mnie prawdziwy i szczery”; „W końcu ktoś to napisał, Wilk i biedne owieczki”.

Część zajęła jednak zupełnie przeciwne stanowisko. „Pani wpis jest krzywdzący dla wszystkich ofiar przemocy, które swoim wyglądem, czy mimiką nie prezentują się tak, jak Pani uważa za stosowne, aby ofiara przemocy się prezentowała. Jak można jednocześnie mówić o tym, że broni się kobiet negując czyjeś doświadczenia, bo uśmiechała się do kamery albo wdzięczyli do publiczności? Każdy z nas inaczej reaguje na przemoc. Niektórzy wpadają w szał, niektórzy zamierają sparaliżowani, a jeszcze inni udają, że nic się nie stało (…). Pani wpis powiela te stereotypy, Pani wpis dyskredytuje krzywdy osób, które na przemoc zareagowało inaczej niż Pani sobie wyobraża (…)” – napisała jedna z internautek oburzona postem projektantki. Inna nie przebierała w słowach: „Już pojawiają się komentarze, że jak dziewczyna ma mocny makijaż to sama sobie winna, nie mam słów je…ne średniowiecze…”.

Kontra Minge

Oburzonym internautkom Minge odpowiedziała: „Znam osobiście byłego króliczka z domu Hefnera . Była miesiąc i wyszła, bo chciała. Bez konsekwencji, nie licząc niesmaku który pozostał w niej, że przebrnęła przez casting, a to już było zbyt dużo. Pomyślała ok, dałam ciała, to zobaczę czy było warto …nie było”.

Leave a Reply