Ekspert: od czasu awarii w „Czajce” nic się nie zmieniło. Po każdym deszczu do Wisły lecą ścieki

Nic nie zrobiono w sprawie "Czajki". Prawda jest taka, że ta katastrofa trwa do dzisiaj. Z powodu zbyt małej przepustowości oczyszczalni część ścieków trafia do Wisły – ocenia ekspert w dziedzinie projektowania i budowy oczyszczalni inż. Janusz Waś.

Miejsce zrzutu ścieków do Wisły z oczyszczalni Czajka w Warszawie, Fot. PAP/Tomasz Gzell
Miejsce zrzutu ścieków do Wisły z oczyszczalni Czajka w Warszawie, Fot. PAP/Tomasz Gzell

Nic nie zrobiono w sprawie „Czajki”. Prawda jest taka, że ta katastrofa trwa do dzisiaj. Z powodu zbyt małej przepustowości oczyszczalni część ścieków trafia do Wisły – ocenia ekspert w dziedzinie projektowania i budowy oczyszczalni inż. Janusz Waś.

28 sierpnia 2019 r. doszło do pierwszej awarii kolektora przesyłającego ścieki z lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni „Czajka”. Łącznie w trakcie awarii wprowadzono do rzeki Wisły ok. 3,7 mln m sześc. nieoczyszczonych ścieków. Druga awaria miała miejsce 29 sierpnia 2020 r. Do czasu budowy kolektora zastępczego do rzeki wpłynęło łącznie ok. 10,6 mln m sześc. ścieków.

Ekspert w dziedzinie projektowania i budowy oczyszczalni inż. Janusz Waś, stwierdza, że nic nie zrobiono w sprawie „Czajki”. Prawda jest taka, że ta katastrofa trwa do dzisiaj. Podczas projektowania oczyszczalni „Czajka” została źle oszacowana ilość ścieków. Sieć kanalizacyjna w Warszawie jest ogólnospławna, czyli deszcz dostaje się do sieci i przy każdej ulewie nielegalnie są odprowadzane do Wisły nieoczyszczone ścieki – dodaje.

Waś: „Czajka” jest zaprojektowana na przyjęcie 435 tysięcy metrów sześciennych ścieków na dobę, a w Warszawie trzeba oczyszczać okresowo nawet ponad milion metrów w ciągu doby

„Od czasu tych awarii w 'Czajce’ nic się nie zmieniło, nic nie poprawiono. Ciągle po każdym deszczu do Wisły lecą ścieki. Przypomnę liczby, które nie kłamią” – podkreśla inż. Waś.

Zwraca uwagę, że „Czajka” jest zaprojektowana na przyjęcie 435 tysięcy metrów sześciennych ścieków na dobę, a w Warszawie trzeba oczyszczać okresowo nawet ponad milion metrów w ciągu jednej doby. Projektując oczyszczalnię trzeba było określić ilość ścieków, jaką będzie generować miasto. Należało brać pod uwagę nie tylko ścieki, niejako wytwarzane przez mieszkańców, przemysł, usługi itp., ale w kanalizacji ogólnospławnej również i opady deszczu.

Inż. Waś wskazuje, że w Warszawie – przede wszystkim w starszej części miasta – woda deszczowa nie jest odprowadzana specjalnymi kanałami deszczowymi. Nie ma oddzielnych instalacji do odprowadzania deszczówki. Jeśli deszcz spadnie, dostanie się do kanalizacji sanitarnej i w ten sposób zwiększy się ilość ścieków.

Waś:ani kropla deszczu w tej oczyszczalni się nie zmieści

„Projektanci określili, że w Warszawie ścieków bytowych i przemysłowych powstaje 435 tysięcy metrów sześciennych ścieków na dobę i na taką wielkość zaprojektowali oczyszczalnię. Oznacza to, że już ani kropla deszczu w tej oczyszczalni się nie zmieści” – wyjaśnia.

Przy założeniu, że do kanalizacji ogólnospławnej dostanie się woda deszczowa z obszaru o powierzchni 59 kilometrów kwadratowych (taka wielkość obszaru została podana m.in. przez służby sanitarne), po uwzględnieniu wielkości opadów dziennych w stolicy, które powinna zmieścić oczyszczalnia ścieków otrzymujemy 677 tysięcy metrów sześciennych samych ścieków deszczowych na dobę. „Czyli łączna ilość ścieków, jaką powinna przerobić oczyszczalnia 'Czajka’ wynosi: 1112 tys. metrów sześc. na dobę” – wylicza.

Kiedy jest ulewa, MPWiK dokonuje zrzutów bezpośrednio do Wisły i robi to bardzo często nielegalnie – dodaje ekspert. Prawo pozwala – wskazuje – jedynie na 10 zrzutów w ciągu roku, tymczasem jest ich o wiele więcej.

„Tragiczne jest to, że cierpi na tym rzeka. Lada chwila na Wiśle będzie to samo, co wydarzyło się na Odrze” – ostrzega.

Waś: do Odry nikt nic nie spuścił

W jego ocenie „do Odry nikt nic nie spuścił”. „Trzeba mieć wyobraźnię, bo żeby doszło do takiego pomoru, to trzeba by pociąg trujących chemikaliów spuścić do rzeki” – tłumaczy.

„Przepływ w Odrze to 80 m sześć. na sekundę, albo więcej. To jest taka ilość, że jakby ktoś spuścił cysternę, to by tyle nie narozrabiał. Sól w Odrze zawsze była, w wyniku upałów woda wyparowała i stężenie soli wzrosło, do tego stworzyły się dobre warunki do rozwoju złocistych alg, a ich produkty przemiany materii są toksyczne dla zwierząt, plus przyducha” – mówi inż. Janusz Waś.

Leave a Reply