Dwa dni, które… nie wstrząsnęły i nie wstrząsną Polską

Uczciwym trzeba być” rzekł Lech Grobelny, twórca Bezpiecznej Kasy Oszczędności (ktoś pamięta tę aferę z początków III RP? A właściwie aferkę, jeśli porówna się ją z tym, co wyrabia Paranoja i Schizofrenia). Ale takie słowa z ust człowieka, który dla wielu był oszustem, nie padły.

Dwa dni które… nie wstrząsnęły i nie wstrząsną Polską

Uczciwym trzeba być” rzekł Lech Grobelny, twórca Bezpiecznej Kasy Oszczędności (ktoś pamięta tę aferę z początków III RP? A właściwie aferkę, jeśli porówna się ją z tym, co wyrabia Paranoja i Schizofrenia). Ale takie słowa z ust człowieka, który dla wielu był oszustem, nie padły.

„Kochajmy albigensów, w końcu każdy ma prawo wierzyć jak mu się podoba; a nawet nie wierzyć” rzekł Arnold Amalryk, opat Citeaux. Niestety, przed atakiem na katarską twierdzę Béziers oszalali krzyżowcy, którzy mieli pewne wątpliwości, jak wśród mieszkańców miasta rozpoznają kacerzy, usłyszeli od legata papieskiego uspokajające słowa: „zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich” (ja wiem, to anegdota i zapis który powstał kilkadziesiąt lat po oblężeniu, ale mimo to wiele mówi o tym co i jak się działo).

Przykłady z Historii można by mnożyć (chociażby Hulagu Chan, który mówi: odstąpmy od oblężenia Bagdadu i zniszczenia jego wielkiej, najwspanialszej na świecie biblioteki…; niestety, w 1258 tatarski najazd rozniósł w proch i pył skarbnicę wiedzy), ale skupmy się na tu i teraz. Skupmy się na mickiewiczowksim Chrystusie Narodów, skupmy się na Polsce i jej „twarzach”.

Otóż niezbyt kompatybilny z rozumem i/ lub/ moralnością i/ lub honorem „jagielloński doktor praw”, który zamieszkuje w Pałacu Namiestnikowskim (nomen omen) raczył rzucić, że „twardym trzeba być” (to w jakimś wywiadzie; ja żesz pier… – stara prezerwatywa w kiblu ma w sobie więcej twardości niż osobnik pobierający pensję prezydenta), że on jako strażnik Konstytucji (dowcipniś – z niego taki strażnik Konstytucji jak z Rosenberga filosemita) będzie stał na straży wolnych mediów, własności i przestrzegania umów (wiarygodniejszy byłby Lech Grobelny zapewniający, że jego biznes przyniesie ludziom pieniądze, opat Citeaux zapewniający o miłości do katarów i Hulagu Chan twierdzący, że zawsze lubił czytać, szczególnie dzieła ze zbiorów bagdadzkiej biblioteki).

Do czego zmierzam?

Za chwilę się wyjaśni.

Teraz „eksplikacja” tytułu.

W czwartek kilka informacji tak odjechanych, że gdyby nie dotyczyły Chrystusa Narodów, to nikt by nie uwierzył.

Otóż:

Gamoniowata prokuratura chce ścignąć Bogdana Borusewicza, bo uniemożliwił głosowanie nad odebraniem immunitetu marszałkowi Senatu. Na nic się zdały tłumaczenia, że wniosek prokuratury był – najzwyczajniej w świecie – wadliwy (co potwierdzili senaccy prawnicy); że nawet gdy zwrócono uwagę prokuraturze na ów fakt, to nadal nie była w stanie odpowiedniego, poprawnego wniosku przygotować. W odpowiedzi na swoją niekompetencję prokuratura postanawia ścigać.

Prokuratura wymyśliła także, że będzie ścigać sędziów TSUE, bo wydają takie a nie inne wyroki. To tak kuriozalne, że aż brak słów by opisać ten idiotyzm.

Po raz dwudziesty pierwszy nie udało się spowodować obecności mecenasa Romana Giertycha w sądzie, bo ten – najzwyczajniej w świecie – „olewa system” PiSuarowy. Ma w kieszeni wyroki, że mogą go w trąbkę cmoknąć, że łamią przepisy, że powinni się wypałować a oni swoje. I jeszcze informują, że skończy się wystawieniem listu gończego… Chętnie obejrzę ten spektakl – polska prokuratura wystawia (jakimś cudem) europejski nakaz aresztowania a tu zonk – wszyscy to zlewają.

W piątek informacja o podwyżkach cen energii, czyli 54-24. Oj, będzie się działo. Będzie się działo, gdy ludzie dostaną rachunki.

W piątek informacja, że po raz pierwszy od sryliona wieków polski żołnierz przechodzi na stronę wroga… A tu chwilę temu taki wielki, wspaniały koncert w TVSzczujnia, że „Naród za mundurem sznurem” – i co, gamonie? Czyli, że teraz wszyscy sznurem na wschód?

No, wychodzi na to, że właściwie tak! Idziemy na wschód!

Jarosław Bezdzietny, Umiłowany Przywódca oraz Słońce i Emerytowany Zbawca Narodu, prowadzi państwo w taki sposób by w Warszawie był już nie tylko Budapeszt, ale przede wszystkim Mińsk i Moskwa (wielokrotnie o tym pisałem, choćby tu, czy tu), więc pierwsze jaskółki spierdalające czynią jednak wiosnę.

Dalej:

W piątek informacja, że gwałtownym ruchem spod okrężnicy Popaprańcy i Szuje odrzucili senackie odrzucenie i tzw. „lex TVN” został przegłosowany. Oj, fanem TVN-u nie jestem (np. za bezprawne handlowanie moim filmem i że niektóre materiały niewiele odbiegają od tego co się wyprawia na Woronicza i na Pl. Powstańców), ale ten numer jest wyjątkowo „niesmaczny” i będzie się odbijał czkawką jeszcze długo.

Nie jestem fanem TVN-u, ale nie ma mojej zgody na kneblowanie.

Sejm (coraz bardziej „Sejm niemy”) ustawę „lex TVN” uchwalił, ale jest jeszcze Adrian De.

Co zrobi Adrian De? Ma dwadzieścia jeden dni i już zapowiedział, że tematowi się przyjrzy, będzie analizował, badał, rozważał.

Wkracza więc „Jego Ekscelencja Pan Prezydent” ze swoimi „prerogatywami” a ludziska się zastanawiają: podpisze, zawetuje, czy skieruje do rozważenia kucharce Słońca Narodu…

Usłyszałem ciekawą opinię (Dominiki Wielowieyskiej; opinia przedstawiona na antenie… TVN), że Towarzysz Długopis najprawdopodobniej skieruje do kucharki Prezesa sprawę, bo…

Bo w ustawie są zapisy (za sprawą poprawki Konfederacji), które mogłyby wysadzić z siodła prezia TVP, Jacka Kurskiego. Skierowanie tematu do Wolfgangowej spowoduje, że grupa osób pobierająca pensję sędziów Trybunały Konstytucyjnego stwierdzi niezgodność z Konstytucją tychże właśnie zapisów ustawy i nadminister propagandy, inkarnacja Goebbelsa do kwadratu, zachowa swoje stanowisko.

Jest duża szansa, że tak się właśnie stanie, ale osobiście obstawiam, że Adrian „trzeba być twardym” De podpisze ustawę.

I nie będzie skruszonym świadkiem koronnym – jak chciałby tego mecenas Roman Giertych. – który ujawni machloje, przekręty i przestępstwa rządzącej „organizacji przestępczej trzymającej władzę”.

Można mieć wątpliwości co do kwalifikacji umysłowych, moralnych i honorowych Adriana De (ja mam!), ale stwierdzenie, że jest debilem jest nieco przesadzone – czy w Polsce stała się komuś krzywda za bezeceństwa, przekręty, geszefty a nawet zbrodnie dokonywane na szczytach władzy?

Podkreślam – na szczytach władzy!

Już za chwileczkę, już za momencik nowy rok zacznie się kręcić – dwa tysiące dwudziesty drugi.

Dwieście pięćdziesiąt lat wcześniej Rzeczpospolita też miała Adriana De – nazywał się Stanisław August Poniatowski, był królem, ex-kochankiem, domniemanym ojcem pewnego następcy pewnego tronu, nieudacznikiem i zdrajcą.

Oraz wykonawcą poleceń.

Dwa dni i tematy-informacje, z których każdy w normalnym państwie zmiótłby rządzącą ekipę w kilka sekund. A w Polsce…

I jeszcze maile Dworczyka i Mejza… Do tego zorganizowane składanie fałszywych zeznań przez funkcjonariuszy w sprawie wypadku straganiary…

Qrva żesz mać!

Państwo to organizacja przestępcza o charakterze zbrojnym i należy je rozpierdolić – powtarzam od lat, ale nie wiem, co się musi jeszcze zdarzyć by do ludzi to dotarło.

Polskie państwo, to bandycka struktura, mafijny geszeft, pierdolone kuriozum na mapie (jeszcze jako-tako) cywilizowanego świata, które trzyma się tylko dlatego, że zamieszkiwane jest w większości przez ludzi, którzy mają na wszystko wyjebane (połowa wyborców nie głosuje), albo

Ile by się zmieniło, gdyby:

  1. istniały jednomandatowe okręgi wyborcze?
  2. immunitety związane byłyby tylko z wykonywaniem obowiązków sędziowskich, prokuratorskich, poselskich, etc.?
  3. lokalny (powiatowy) szef policji był wybierany w wyborach bezpośrednich, czyli był wybierany przez mieszkańców?;
  4. lokalny (powiatowy) szef prokuratury był wybierany w wyborach bezpośrednich, czyli był wybierany przez mieszkańców?;
  5. lokalny (powiatowy) prezes sądu był wybierany w wyborach bezpośrednich, czyli był wybierany przez mieszkańców?
  6. istniał zakaz tworzenia deficytu (zarówno w budżecie państwa jak i w budżecie samorządowym)?
  7. nie istniały limity własnościowe na rynku mediów?
  8. każdy polski obywatel mógł posiadać broń?

Jest tych wniosków, próśb, błagań o normalność więcej. Niestety, zasadniczo i generalnie, ludzie mają wszystko w dupie.

I dlatego jesteśmy w dupie. W czarnej dupie jesteśmy.

Na zarzut, że grzeszę naiwnością odpowiem w następujący sposób:

Dekalog jest bardzo naiwnym wezwaniem do bycia dobrym człowiekiem, a „kochaj bliźniego swego jak siebie samego” to już wyjątkowo durnowata naiwność, kretynizm totalny i totalnie nieżyciowy.

Czyż nie?

A ja tylko proszę:

Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe

A jeśli do kogoś ten przekaz nie trafia, to może zrozumie to:

Człowieku – odpierdol się ode mnie, jak ja odpierdalam się od ciebie!

Poniał?

A teraz garść ciekawostek znalezionych na YT (w kolejnych tekstach pojawią się kolejne ciekawostki):

Niektórzy śmieją się, że Adrian De w swoim oralnym autoerotyzmie i jarmarcznej teatralności przypomina Duce, czyli Benito Mussoliniego (do porównania https://www.youtube.com/watch?v=ZSb9k3Q3ctQ) – może tak jest. Jeśli jednak chodzi o porównania z Duce, to – oprócz teatralności – zauważmy, że gdy Adrian De na początku XXI wieku mówi po angielsku tak:

https://www.youtube.com/watch?v=bSiMKiaulNQ

to sto lat wcześniej, gdy angielski nie był jeszcze lingua mundi, Benito Mussolini mówił tak:

https://www.youtube.com/watch?v=kAtAMs614Jk

No, w porównaniu z angielskim Adriana… wymiatający

Warto dodać, że Duce mówił również po niemiecku:

https://www.youtube.com/watch?v=9jgZijUobnY – a nikt z jego najbliższych, w przeciwieństwie do Adrian De, raczej dialektem teutońskim się nie posługiwał biegle…:

https://www.youtube.com/watch?v=pH96beDtpjU – to żeby nie było, że hochdeutsch w adrianowej rodzinie nie istnieje;

Leave a Reply