Chiny: W Pekinie jak w „Squid Game”. Covidowy reżim przypomina atmosferę popularnego serialu

Monitorowanie stanu zdrowia, testy na COVID-19, skanowanie kodów QR, dezynfekcja KRAJ bagażu. To tylko część czynności, którym muszą się poddać po przylocie do Pekinu uczestnicy igrzysk olimpijskich. Nad podróżnymi czuwają tuziny pracowników, funkcjonariuszy i stewardów ubranych od stóp do głów w białe kombinezony. Sama podróż do hotelu może zająć nawet 7 godzin. A wszystko przez panujące na miejscu zasady. Jak donosi korespondent PAP ze stolicy Chin, procedury obowiązujące po przylocie przypominają klimatem popularny na świecie oraz w Polsce serial „Squid Game”.

Chiny: W Pekinie jak w

Monitorowanie stanu zdrowia, testy na COVID-19, skanowanie kodów QR, dezynfekcja KRAJ bagażu. To tylko część czynności, którym muszą się poddać po przylocie do Pekinu uczestnicy igrzysk olimpijskich. Nad podróżnymi czuwają tuziny pracowników,
funkcjonariuszy i stewardów ubranych od stóp do głów w białe kombinezony. Sama podróż do hotelu może zająć nawet 7 godzin. A wszystko przez panujące na miejscu zasady. Jak donosi korespondent PAP ze stolicy Chin, procedury obowiązujące po przylocie przypominają klimatem popularny na świecie oraz w Polsce serial „Squid Game”.

Koreański serial „Squid Game” według doniesień CNBC obejrzało więcej niż dwie trzecie wszystkich posiadaczy kont na platformie Netflix, czyli ponad 142 z 213 milionów użytkowników. Tam nad uczestnikami różnego rodzaju gier i wyzwań czuwali strażnicy, których różniły jedynie symbole na maskach. Ich twarze były zasłonięte – podobnie jak w przypadku personelu olimpijskiego.

Już skompletowanie dokumentacji przed wylotem było skomplikowane, a nie pomagał w niczym fakt, że nie wszystkie aplikacje smartfonowe oraz strony internetowe działają jak należy. Do tego ta najważniejsza – My2022, którą teoretycznie powinny mieć wszyscy uczestnicy pekińskiej imprezy – nie spełnia podstawowych wymagań bezpieczeństwa informatycznego. Dotyczy to oprogramowania jednego z największych producentów, bo na systemie konkurencyjnym aplikacja nie uruchamia się wcale…

Kontakt z odpowiednimi służbami w celu uzyskania pomocy jest utrudniony z powodu bariery językowej – chiński akcent znacznie utrudnia zrozumienie angielskiego.

Gdy już podróżny zakończył dwutygodniowy okres monitorowania swojego stanu zdrowia, uzyskał dwa negatywne wyniki testów na COVID-19 (w tym jeden w placówce zatwierdzonej przez chińską ambasadę) oraz dwa osobne kody QR i dostał zgodę na podróż do Chin, jeśli wybrał oficjalnego przewoźnika igrzysk Air China, jeszcze przed wejściem do samolotu dostał przedsmak tego, co czekało go po wylądowaniu.

Na lotnisku, z którego ruszał w podróż bezpośrednią do Chin (jedynym portem docelowym jest Pekin International Airport, przesiadki na innych chińskich lotniskach są zakazane), poza standardową kontrolą paszportu i karty pokładowej, pasażera czekał przystanek na dwóch kolejnych „posterunkach” obsługiwanych przez personel w białych kombinezonach, maskach i goglach ochronnych: obowiązkowa dezynfekcja rąk i sprawdzenie temperatury ciała. Każdy pracownik napotkany po drodze również był w odzieży ochronnej, a przy bramkach innych przewoźników próżno szukać aż takich zabezpieczeń.

Pełne ubranie ochronne miał na sobie także personel pokładowy przez całą długość lotu, w czasie którego kilkukrotnie mierzona była temperatura ciała. Takich procedur nie było w samolotach innego oficjalnego przewoźnika – Air France.

Po wylądowaniu nie widać już nikogo poza ubranymi na biało funkcjonariuszami i stewardami, którzy dokonywali kolejnych etapów kontroli i wskazywali, w którą stronę należy się udać. Podróżnych, oprócz kilkukrotnej kontroli paszportów, kart pokładowych, akredytacji oraz wydanego już po przylocie kolejnego kodu QR, czekał też kolejny test na COVID-19.

Badanie polegające na pobraniu wymazu z nosa i osobnego z gardła jest wyjątkowo inwazyjne w porównaniu do tych, z którymi można mieć do czynienia „na co dzień” w Polsce. Nieprzyjemne wrażenie po teście utrzymuje się nawet przez kilka godzin. Być może pobranie próbki tak głęboko wyjaśnia, dlaczego niektóre osoby, które miały negatywne wyniki testów w Polsce, po przylocie uzyskały dodatnie.

Po teście podróżni musieli pogodzić się z kilkudziesięciominutowym oczekiwaniem na dezynfekcję bagażu. W sumie od momentu wyjścia z samolotu do wejścia do autokarów rozwożących gości do ich hoteli to kilkanaście „postojów” dla pasażerów i tuziny członków personelu w prawie identycznych kombinezonach.

Dalszy ciąg uciążliwych procedur udzielił się w jeszcze większym stopniu osobom, które na swoje miejsce zakwaterowania wybrały najdalej położony od Pekinu region Zhangjiakou – tak jak polska reprezentacja i większość dziennikarzy. W autokarze wiozącym gości kontakt z kierowcą uniemożliwiała przesłona pleksi, a krążąca między pasażerami pilotka – oczywiście w białym kombinezonie – po raz kolejny zbierała numery lotów, paszportów i akredytacji oraz adresy hoteli.

Podczas trwającego ok. czterech godzin przejazdu przewidziane były dwie przerwy toaletowe. Po powrocie do autokaru ponownie trzeba było podać dane pilotce – nawet jeśli na którymś postoju nikt nie wysiadł.

Ostatecznie do swojego hotelu w Zhiangjiakou można było dotrzeć nawet siedem godzin po wylądowaniu. W recepcji również zdecydowana większość personelu nosi pełną odzież ochronną, ale nieco mniejszy rygor panuje już np. w strefie dla dziennikarzy przy skoczni narciarskiej. W dniu zawodów znów może być jednak inaczej.

Gospodarze swoim nastawieniem starają się zrobić wszystko, aby złagodzić tę policyjno-szpitalną atmosferę. Personel jest życzliwy, uprzejmy i mówi pogodnym głosem. Prawdopodobnie z uśmiechem na ustach, choć nie sposób stwierdzić tego na pewno, co kryje się pod maską i goglami. Jednak komunikacja bardzo często opiera się na automatycznych translatorach, więc czasem jest niemożliwa.

Jak odnajdą się uczestnicy Igrzysk w Chinach, okaże się już wkrótce. Pierwsze zawody – w curlingu par mieszanych – ruszyły już w środę. Ale ceremonia otwarcia planowana jest na piątek. Impreza potrwa do 20 lutego.

Leave a Reply