Brytyjskie media: powinniśmy tak jak Polska być dumni z historii, a nie ją wymazywać

Wielka Brytania powinna brać przykład z Polski i budować pomniki oraz muzea, sławiące historię własnego kraju, zamiast je burzyć w ramach "dekolonizowania" przestrzeni publicznej - pisze w "Daily Telegraph" publicysta tej gazety Steven Edginton.

Warszawa. Uroczystość upamiętniająca zdobycie przez Batalion
Warszawa. Uroczystość upamiętniająca zdobycie przez Batalion "Zośka" obozu "Gęsiówka". Fot. PAP/Albert Zawada

Wielka Brytania powinna brać przykład z Polski i budować pomniki oraz muzea, sławiące historię własnego kraju, zamiast je burzyć w ramach „dekolonizowania” przestrzeni publicznej – pisze w „Daily Telegraph” publicysta tej gazety Steven Edginton.

Jak zauważa, spacer ulicami stolicy kraju wiele mówi o jego duchu, bo stojące pomniki, czystość dróg, poczucie bezpieczeństwa w nocy czy sztuka dają razem poczucie, w jakim kierunku zmierzają sprawy. Tymczasem po 12 latach rządów konserwatystów i sześciu latach laburzystowskiego burmistrza Sadiqa Khana ulice Londynu są najwyraźniejszym wskaźnikiem narodowego rozkładu, bo brytyjska stolica nie jest ani bezpieczna, ani czysta, ani dumna ze swojego miejsca i swojej historii.

„Porównaj Londyn z Warszawą. W Polsce od ośmiu lat rządzi konserwatywna partia Prawo i Sprawiedliwość, która w przeciwieństwie do swoich brytyjskich odpowiedników zdaje się rozumieć siłę oddziaływania kultury na dobrobyt narodu. Nie sposób przejść ulicą w Warszawie, nie widząc pomnika, tablicy lub monumentu upamiętniającego jakieś wydarzenie lub osobę z historii kraju” – pisze Edginton.

Promocja Polski za granicą

„Polska Fundacja Narodowa (PFN) finansuje wydarzenia i wystawy promujące Polskę za granicą, w tym wystawę przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie wychwalającą Polaków, którzy w ciągu ostatnich sześciu miesięcy przyjęli do swoich domów ponad pięć milionów ukraińskich uchodźców. Porównajcie tę nieskrywaną dumę z narodu z brytyjskim odpowiednikiem – British Council, który niedawno wymienił Wielką Brytanię obok Afganistanu i Rosji jako kraje dotknięte +konfliktami etnicznymi, niepokojami społecznymi i ludobójstwem+” – dodaje.

Jako inny przykład podaje Arts Council England (ACE), publiczną instytucję powołaną do finansowania muzeów i sztuki, która sugeruje tym placówkom „uzgodnienie celów w zakresie dywersyfikacji”, w przeciwnym razie grożąc sankcjami, a w ramach swojej działalności przekazała m.in. 3 mln funtów z publicznych pieniędzy na umieszczenie w całym Londynie plakatów z napisem „Hej, biali heteroseksualni mężczyźni. Przekażcie władzę!”.

Edginton wskazuje, że Partia Pracy rozumie siłę kultury i przygotowuje swoje kampanie, by obalać posągi i budować własne ku czci „bogów różnorodności”, a stworzona w sowieckim stylu przez Sadiqa Khana Komisja ds. Różnorodności w Przestrzeni Publicznej ma za zadanie zwiększyć „społeczne zrozumienie dla istniejących posągów, nazw ulic, nazw budynków i pomników”, a także „uróżnorodnić” londyńską przestrzeń publiczną.

„Zamiast finansować swoich ideologicznych wrogów, torysi powinni budować nowe pomniki brytyjskich mężów stanu i ikon, a nawet nowe muzea wyjaśniające naszą wyjątkową narodową historię. Zamiast wydawać publiczne pieniądze na dekolonizację naszych muzeów, dlaczego rząd nie zbuduje nowego muzeum króla Alfreda lub pomnika konserwatywnego filozofa Rogera Scrutona? Cywilizacje dumne ze swoich osiągnięć nie obalają swoich patriotycznych bohaterów, tylko instalują kolejnych” – podkreśla Edginton.

Wskazuje, że w Londynie wciąż jest trochę pomników przypominających o najlepszych osiągnięciach Wielkiej Brytanii, ale wszystkie one zostały ustawione dekady, a nawet wieki temu. „Nadszedł czas, by konserwatyści odebrali ogromne połacie pieniędzy podatników artystom i działaczom gardzącym Wielką Brytanią i przekierowali je na nową plejadę patriotycznych pomników i projektów pokazujących dumę z naszej historii” – konkluduje.

Leave a Reply